w dobie dzisiejszych przetworzonych produktów, modyfikowanej genetycznie żywności nie jest trudno o chorobę. głównym przykładem na którym sama się uczę i o którym tu napiszę jestem ja sama.
mam dwadzieścia lat a czuję strasznie dużą przepaść między mną a ludźmi w moim wieku. i to nie tylko psychicznie. całe życie pod pewnym względem przeżyłam jak pączek w maśle.
dosłownie.
nie żałowałam sobie niczego choć odbijało się to na mojej wadze a co za tym idzie na psychice. i tak oto w takim wieku dorobiłam się kolki żółciowej, pobytu w szpitalu i widma operacji nad głową. mama zawsze powtarzała mi, że czeka mnie cukrzyca, miażdżyca i w ogóle obudź się dziewczyno, ale dla mnie to było tak odległe, że miałam to w nosie. jednak teraz gdy sama nie mogę sobie pomóc w żaden sposób a przed bólem ratuje mnie tylko jedzenie bez tłuszczu idę tam gdzie mi lżej. z perspektywy czasu wiem, że lepiej byłoby wydać dodatkowy grosz na słój oleju kokosowego i wykluczyć z diety tłustsze mięsa niż wydać to na szereg tabletek i leków, które pomogą mi to nadszarpnięte zdrowie podratować.
nigdy nie byłam w stanie zmusić się by pisać jakiegokolwiek bloga, bo nie wiedziałam o czym i do kogo mam pisać.
ale już wiem.
piszę do takich ludzi jak ja, takich którzy o tym nie myślą, nie zastanawiają się, bo nie czują takiego bólu. mam nadzieję, że nikogo z was to nigdy nie spotka, nocne napady koszmarnego bólu, czasem w środku dnia, czasem przez chwilę a czasem przez pięć godzin. jeśli jesteś dziewczyną i miewasz okres to to jest nic. jeśli jesteś facetem i kiedykolwiek dostałeś piłką w krocze to uwierz mi to jest nic.
kilka miesięcy zajęło mi dojście do tego co to może być. kilka miesięcy i pobyt w szpitalu. zaraz po wyjściu kupiłam mleko kokosowe, zainwestowałam w nierafinowaną oliwę z oliwek co dla mnie było sporym wydatkiem jak na jeden raz. zrezygnowałam z czego się dało by nie cierpieć od nowa.
zawsze zastanawiałam się nad ideą bycia fit i w gruncie rzeczy trochę gardzę bycie fit dla samego bycia fit. dla fotek na instagramie z pięknym zieloniutkim koktajlem w dłoni czy takich na których nie ma nic prócz płaściutkiego brzucha, który owa osoba dalej będzie na siłę odchudzać. lubię zdrowe krągłości, ale właśnie - zdrowe a wiem, że moje zdrowe nie są.
świadomość pierwszym krokiem do wyleczenia, prawda? od dłuższego czasu obserwuję poczynania dwóch Ew.
jedna to doskonale znana Ewa Chodakowska, którą uwielbiam za masę energii i za to co robi z ludźmi, za to jak wiele potrafi pokazać, jak wiele motywacji wnosi w życie. wielokrotnie widziałam kobiety, które dzięki niej uśmiechały się po raz pierwszy od lat lecz zdarzały się też przypadki chudziutkich dziewczyn, które w pogoni za ideałem chudły do rozmiaru patyczka do lodów.
drugą Ewą jest może mniej znana Ewa Zakrzewska, blogerka i modelka plus size i choć blogerkami również gardzę to Ewę uwielbiam. jest to prześliczna kobieta pełna energii i nie tak jak wszyscy myślą o modelkach plus size, że promuje otyłość, nie, ona promuje wiarę w siebie, wartość jednostki, to, że będąc trochę większą niż powszechne ideały można się kochać, można się lubić i można być ze sobą szczęśliwym. uwielbiam patrzeć na to jak wspaniale wygląda w wielu różnych stylizacjach, wcale nie gorzej niż wspomniane wyżej patyczki do lodów.
zwykle jednocześnie utożsamiałam się z nimi obiema - lubiłam czasem poćwiczyć w samotności a jednocześnie starałam się lubić siebie jednak nie rezygnowałam z wielu rzeczy z których powinnam.
teraz to wiem, ale kiedyś to było dla mnie koszmarem nawet myśleć o jakichś wyrzeczeniach. ależ po co w końcu nic mi nie jest. i do pewnego czasu faktycznie nie było.
wykluczenie pewnych rzeczy naprawdę skutkuje lepszym samopoczuciem, brakiem uczucia ciężkości i jest znacznie przyjemniejsze dla naszego organizmu. w końcu organizm to cos co będzie towarzyszyć przez lata więc można a nawet trzeba o niego zadbać, może nie skrajnie, ale warto.
wszystko jest dla ludzi jednak wszystko z umiarem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz